28 września 2009

BJ - Feelings Gone

Po kilku dniach słuchania nowego dzieła duetu Basement Jaxx zatytułowanego ‘Scars’ mogę stwierdzić, że mam paru faworytów z tej płyty. Cały krążek jest naprawdę świetny i wciągający. Sprawdza się jako całość, ale można z niego wysupłać pojedyncze numery, które wybijają się nad ponadprzeciętną jakość. Jednym z takich tracków jest ‘Feelings Gone’. Do zaśpiewania w tej piosence (lubię używać tego słowa w pozytywnym znaczeniu:) panowie zaprosili Sama Sparro. Australijski wokalista spisał się świetnie, w jego śpiew momentami wkrada się cień dramaturgii mimo, że produkcja Buxtona i Ratcliffe’a to taneczna pop house’owa bomba. Niedziwne więc, że postanowiono wybrać ten numer na drugi singiel. Niżej klip. A najlepiej kupić krążek, bo następujący po nim ‘My Turn’ jest równie niesamowity. Że nie wspomnę o featuringu dziewczyn z Yo Majesty w kawałku ‘Twerk’.

Basement Jaxx – Feelings Gone feat. Sam Sparro
recki spodziewajcie się niedługo;)

25 września 2009

Gus Gus - wynocha na emeryture...



GUS GUS
24/7
Kompakt
* * i pół


Gus Gus to zespół, który dostarczał nadzwyczajnie interesującej rozrywki, momentami zachowując się niczym typowy boysband. Wszystko zaczęło się od dziewięciu osób, potem szóstka muzyków odeszła. Po nagraniu przedostatniej płyty z producentami pożegnała się Earth, a przyszłość Islandczyków stanęła pod znakiem zapytania. Nagle pojawił się Daníel Ágúst, który uświadomił sobie, jak wielki błąd popełnił, kiedy odchodził z zespołu. Postanowił więc powrócić i zaśpiewać na najnowszym albumie Gus Gus – ‘24/7’. Na polu personalnym działo się wiele, było ciekawie, ale to niekoniecznie przełożyło się na brzmienie płyty.
Wielkie poruszenie wywołał ‘Polydistortion’ - do tej pory uznawany za jeden z trip hopowych klasyków album. Pamiętam również wzburzone reakcje fanów i krytyki na ‘Forever’ – poprzedni krążek. Wtedy zawzięcie broniłem ich płyty, uznając, że utwory, jakie się na niej znalazły są naprawde fajne, dobre do klubu, a i w domu się sprawdzają. Teraz jednak bronić Gus Gus nie zamierzam.


ps. Szczerze mówiąc miałem wielką ochotę wystawić jeden na pięć. Ale jeden punkt mają za wokale Daniela, drugi za te kilka minutowych momentów a połówka... z sentymentu?

24 września 2009

PERCEPTION


Electric Wire Hustle - Perception


Wrzucam klip, bo koniecznie muszę go mieć tutaj, na szybko, pod ręką. Genialny numer tria z Nowej Zelandii. Osadzony w hip hopie, elektroniczny beat, soulowy wokal, niesamowicie kojąca miękkość i bujanie, jakiego doświadczyć można tylko u najlepszych. To jedna z tych grup, których płytę mieć po prostu trzeba, nieważne jakim kosztem. Sprawdźcie klip, sprawdźcie MYSPACE i zamieszczone na nim kawałki i delektujcie się tym brzmieniem. Warszawiakom zazdroszczę, że 3 PAŹDZIERNIKA mogą zobaczyć Nowozelandczyków na żywo podczas Warsoul Session Live w klubie Powiększenie.

23 września 2009

Nie ma haka na Majora Lazera!!



MAJOR LAZER
Guns Don't Kill People... Lazers Do
Downtown Records
* * * * *

‘Guns Don't Kill People… Lazers Do’ to sprawka mocno rozchwytywanych producentów – Diplo, który na początku roku podsumował swoją karierę zbiorem własnych kawałków i remixów oraz Switcha, zarabiającego na chleb głównie tymi drugimi. Panowie wymyślili ciekawą fabułę, kreując fikcyjnego Majora Lazera, który po utracie ręki zyskał zamiast niej karabin maszynowy i na latającej desce zwalcza zombie i wampiry. O tym mówili wszyscy, zaś kiedy w obieg został puszczony pierwszy numer – ‘Hold The Line’ – podekscytowanie wzrosło o kolejne sto procent. Super historyjka, dwójka mega dobrych producentów i do tego przezabawny, kozacki kawałek wzbogacony o jajcarskie sample? To będzie hit!
Przyznam, że po pierwszym wysłuchaniu albumu byłem nieco zaskoczony. Słychać, że panowie podeszli do tematu z powagą, decydując się nadać płycie dancehallowy sznyt, bez fidgetowego efekciarstwa, hipsterskiej otoczki, bassline’owego hałasowania i walenia po uszach. I właśnie to mnie zaskoczyło - przez singlowy numer nastawiłem się bardziej na przebojowość uzyskaną za pomocą niepoważnych sampli. Okazało się, że ich współpraca nie miała być jednorazowym wyskokiem, stworzonym na haju numerem, który puści się w YouTube dla żartu. Punkt dla duetu. Jeden z wielu.

22 września 2009

Któż nie lubi Jacka Penate...


JACK PENATE
Everything Is New
XL Recordings
* * * * i pół

Jack Penate, chociaż młody – ma dopiero 24 lata – to już powszechnie znany wokalista. Odkryty na MySpace, stawiany w jednym szeregu z hitową Lily Allen czy Adele nie wywołał jednak wielkiego zamieszania w Polsce. Do tej pory, bo może i wydany w 2006 roku debiut gdzieś cicho przeminął, ale płyty ‘Everything Is New’ tak łatwo odpuścić się nie da. Bo to po prostu jest zbiór przebojów i to o wiele ciekawszych od dokonań pyskatej panny Allen.

Penate serwuje nam zestaw zaledwie dziewięciu kompozycji. Cały album trwa nieco ponad pół godziny. To zdecydowanie za krótki krążek, bo mnogość chwytliwych melodii, które się na nim znalazły aż kuszą by zadać pytanie „dlaczego tak mało?”. Może gdyby młody Jack posiedział choćby pół roku dłużej, wymyśliłby jeszcze kilka innych piosenek i wzbogacił nimi nową płytę. Z drugiej strony mogę ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że Londyńczyk nie zaprezentował 3 singli wspartych zapychaczami, a rasowy krążek oscylujący na granicy indie rocka i popu...........