21 września 2015

lutto movies lento mondo.

Dorwałem się dzisiaj do nowej EPki Lutto Lento. To dość ciekawy reprezentant wytwórni Transatlantyk, o której w tym roku głośno zarówno w Polsce i na świecie. Ciekawe właściwie jest tutaj wszystko, a zagłębianie się w kolejne fakty, koneksje i dygresje ujawnia coraz więcej ciekawostek. Bo mówienie o samej muzyce jako o ciekawym zjawisku jest totalnym lamerstwem – tutaj trzeba patrzeć na całe zjawisko, którego produkcje Lutto są wycinkiem, a które – posunę się do tego stwierdzenia – dźwignęło z gruzów spory wycinek polskiej elektroniki i nadało jej powiew świeżości. Myślę, że naprawdę nie musze się usprawiedliwiać z tych słów, ale pewnie i tak przyjdzie mi na to ochota – dobre rzeczy są tego warte. 

Wydawnictwo zatytułowane jest ‘Mondo Hehe’. Ledwie zacząłem pisać o konkretach, a już mam piękne pole do popisu. Z czym kojarzy się wam ten tytuł? Mnie na przykład od razu przyszedł do głowy dość specyficzny gatunek filmowy – Mondo Movies. Niewprawionym w temat już tłumaczę – otóż są to filmy, które pokazują nic innego jak prawdziwą, nieucharakteryzowaną śmierć. Ktoś kogoś zabił, ktoś to nagrał, ktoś inny to obejrzał. Nie muszę chyba rozwodzić się nad tym jak bardzo popierdolony to temat, ale chętnie zastanowię się nad tym w kontekście tego wydawnictwa. Oczywiście z przymrużeniem oka odnosząc się do drugiego członu tytułu (‘Hehe’). 

Punktem wyjścia należałoby tu uczynić sposób produkcji, który wypracował sobie ten producent. A jest on tyleż wariacki, co intrygujący i przyznam szczerze – mocno rozbujał moją wyobraźnię. W wywiadzie udzielonym ‘Mi Magazynowi Muzycznemu’ producent opowiada: „Rozbieram kasetę i wycinam 20 cm. Nie wiem, co jest na tej taśmie. Sklejam, składam i słucham. (…) Robiąc pętlę taśmową, w żaden sposób nie mogę przewidzieć, co z tego będzie…”. Trudno mi oczywiście wnioskować czy podobny sposób produkcji towarzyszył tworzeniu materiału zebranego na ‘Mondo Hehe’, ale biorąc pod uwagę to, że Lutto przyznaje iż takie randomowe pętle gromadzi na komputerze, całkiem możliwe, że zostały one składowymi tychże kawałków. A jak to się ma do mondo movies? Patrząc na całą ideę samplowania – zwaną dość zabawnie plądrowaniem muzycznych archiwów – puryści rzekliby, że to dosłownie „zabijanie starej dobrej muzyki”, a materiał powstający w efekcie takich zabiegów to zapis tej zbrodni. Porównanie może wydać się niektórym naciągane, jak każda teoria wyrastająca na gruncie puryzmu. Gdyby jednak głębiej się nad tym zastanowić można przyznać temu rację. Inna rzecz czy pochwalamy taką zbrodnie czy też jesteśmy jej zdecydowanie przeciwni. 

Odsuwając jednak na bok etyczne zagadnienia dotyczące samplowania, weźmy na język gotowy produkt. W wypadku ‘Mondo Hehe’ zbrodnia popłaciła – dostaliśmy solidny zestaw muzyki na przekór innowacyjnej i osadzonej w przeszłości zarazem. Jednym zdaniem jest to EPka pełna sprzeczności. Wygrzebane starocie posklejane w nowe utwory, którym mimo wszystko towarzyszy oldskulowy szum w tle. Muzyka połamana i na pozór surowa, luźno osadzona jednocześnie w modnym ostatnio chicagowskim nurcie (tytułowy numer) przełamanym eksperymentalnym, psychodelicznym klimatem. Pętle perkusyjne brzmiące jak powycinane z kawałków, pamiętających świetność dawnego, melodyjnego house’u. Zaraz obok płynie ostro szajbnięta nuta przypominająca wibrafon wyjęty z dobrego horroru lat 60tych. A nad wszystkim wesoły pan recytuje jak zaklęty szalone liczby. Nie trzyma się kupy? Blef. To składowe dobrego bangera i szczerze mówiąc chciałbym kiedyś sprawdzić jak sprawdza się na pełnym parkiecie zestawione z plastikowo brzmiącym nowym albumem Julio Bashmore’a (#kijwmrowisko). 

Lecimy dalej i dostajemy kolejną zbitkę sprzeczności. ‘Til Tomorro’ to twarda stopa, zmechanizowany bit, który brzmi jak wymierzony od linijki, a to wszystko umocnione zwielokrotnionymi i ponakładanymi na siebie klawiszami pożyczonymi z napisów końcowych jakiegoś peerlowskiego serialu. ‘Cold Water’ z kolei to ucieczka samolotem z kradzionymi z afrykańskiego targowiska winylami zamaskowanymi w taki sposób, żeby za nic w świecie nie dało się odkryć ich prawdziwego pochodzenia. Tak docieramy do numeru, który spokojnie mógłby nagrać Motor City Drum Ensemble, czyli ‘Casino’. Tajemniczy, ale miękki. Rozbujany, ale mrożący krew w żyłach, jakby wyjęty z dobrego thrillera motyw muzyczny osadzono na tanecznym bicie. Smaczku dodaje pojawiający się nagle kryminalnie pobrzmiewający dęciak. Hipnotyczne, klimatyczne, powalone i regularne jednocześnie. 

Nie pamiętam kto ostatnio na polskiej scenie house’owej wywarł na mnie takie wrażenie, jak Lutto Lento. Jeszcze nie tak dawno zachwycałem się jego surową i mechaniczną EPka ‘Whips’, teraz dostaje do ręki wydawnictwo które jest totalnie inne, a ma z poprzednim sporo punktów wspólnych. Gdzie tu logika? Odpowiedzią może być sam tytuł. Pal licho nagrywanie śmierci. Mondo to po włosku świat – różnorodny, ale jeden. Jak muzyka Grzelaka.

#LuttoLento
#MondoHehe
#Transatlantyk
#2015


16 sierpnia 2013

[fszysko] whooooa x Run The Jewels x Black Atlass [2]

Na początek numer od Friend Within. Kawałek wydany w Method Records, nowym labelu powołanym do istnienia przez braci Lawrence (duet Disclosure) brzmi lepiej niż wszystkie kompozycje założycieli.




A w innym klimacie wydawnictwo od Run The Jewels. Atmosfera kreskówek z Adult Swim zawarta w 10ciu twardych, tłustych numerach. nie ma co się rozwodzić, lepiej posłuchać a jak komuś mało słów, to szczerze polecam rekomendację Filipa Kalinowskiego z najnowszego Aktivista


PS. Tydzień temu pisałem o znakomitym kawałku Black Atlass, prawda? Tutaj cała EPka za friko. Z kawałkiem 'Paris' w składzie. Reszta też smakowita. Bardziej szorstki a mniej płaczliwy James Blake  łapcie!


3 sierpnia 2013

[#fszystko] Jay-Z x Sophie x Black Atlass

Jakoś mało się tu dzieje ostatnio i nie wiem, jak rozruszać tego bloga, żeby się bujało, jak niegdyś. Nawet hejtowanie nowego Hawthorne'a (który na potholes dostał 4 na 5 - wytłumaczcie mi) nie spowodowało że napłynęła wena, która pozwoliłaby trzaskać jeden wpis dziennie. Fakt faktem, że więcej piszę teraz do neta na poważkę, a nie jakiegoś dzieciarbloga, ale kurczę skoro tutaj się wszystko zaczęło, to fajnie byłoby kontynuować.

Żeby nie przedłużać moich usprawiedliwień i opowieści:

Jay-Z w formie, czyli Magna Carta Holy Grail mi naprawdę siadł i jest to hip hopowa płyta tych wakacji. Innymi słowy Yeezus się chowa, bo wolę featuringi z Timberlakiem i Frankiem Oceanem niż robotyczne bity od przebrzmiałych Francuzów z Daft Punk. Nawiasem mówiąc, nigdzie jeszcze tego nie pisałem, więc wywalę tutaj: nowy album Daft Punk śmierdzi. Dzięki. Niżej Jay-Z ilustracja - emerytowany, niekwestionowany rockafella hip hopu na wznoszącej w moim ulubionym dotychczas kawałku z krążka.


Tutaj coś co ma w sumie kilka tygodni, ale ostatnio w swoim rewelacyjnym secie live from Roxy przypomniał mi go Envee i w ten sposób ICanMakeYouFeelBetter gra mi we łbie od środy bez przerwy - z cyklu hashtracgks coś z wytwórni Numbers - Sophie 'Bipp'. Trochę kojarzy mi się z pokrytym grubym kurzem kawałkiem duetu Count&Sinden (nawiasem mówiąc: czy ktoś jeszcze pamięta o Kid Sister?!), ale kto by się tym przejmował. Track od Sophie jest świeższy, ale uważajcie bo naprawdę sieje pustkę w głowie.


I na koniec moje odkrycie sprzed kilkunastu minut, czyli Black Atlass z kawałkiem, który się kocha się już od pierwszych sekund. Delikatny, ulotny klimat numeru 'Paris' idealnie wpasowałby się w sytuację: całonocna rozwałka uszu i nóg przy najlepszych tanecznych kawałkach, wschodzi słońce, powoli schodzi alko, ale euforia zostaje w głowie. I wtedy wybrzmiewa ten utwór:



Boskie. Zostawiam Was z ta muzyką i idę słuchać dwóch nowych wydawnictw ściągniętych za friko. Jak się sprawdzą to obiecuję w ramach poprawy je tutaj wrzucić!

26 lipca 2013

[review] Mayer Hawthorne - Where Does This Door Go

Pamiętam to poruszenie, które Hawthorne wywołał pierwszą płytą. Każdy w kółko nawijał historię o niedowierzaniu Peanut Wolf Buttera w to, że koleś nagrywa tu i teraz, a nie 40-50 lat temu. Posypały się daleko idące porównania do Curtis Mayfielda, którym wokalista się inspirował. Na gramofonach obracało się czerwone, winylowe serce, wszyscy pośpiewywali „Just Ain’t Gonna Work Out”, a Mayer w czarnobiałym klipie ubrany w garnitur umawiał się z dziewczynami i zbijał piątki z koleżkami z hip hopowej branży. Wszystko to pamiętam, mam do tego sentyment, sam zapętlałem debiutancki longplay dziesiątki razy. Tego sentymentu brakło niestety samemu Hawthorne’owi, który właściwie już na drugiej płycie zaczął obierać bardziej popowy kurs. Nie zapowiadał on jednak katastrofy, która nastąpiła w wypadku najnowszego krążka. Sam fakt wcześniejszego odejścia ze Stones Throw mnie zaniepokoił – może tam ustawiliby go na właściwym torze. Niestety sam zainteresowany wolał uderzyć w mniej wymagające gusta i tak oto zaprezentował zestaw typowych radio-friendly piosenek. Przyjemne zaśpiewki zamienił w tandetne „lalala”, brzmiące jak idealny podkład na wesele z szeregiem wąsatych wujków i podszczypujących polika ciotek. A skoro już jesteśmy w temacie, to ‘Where Does This Door Go’ przypomina mi właśnie taką pamiątkową weselną kasetę – obejrzeć raz i postawić na półce, żeby była. Można ewentualnie przy niedzielnym obiedzie co lepsze momenty pokazać rodzinie. Takich momentów na trzeciej płycie jest jednak niewiele. Te drzwi prowadzą do nikąd, panie Mayer. Sorry, but it just ain’t gonna work out…

7 lipca 2013

[review] Natu - Kozmic Blues

NATU
KOZMIC BLUES


Siostry Przybysz uwielbiam za to, że cały czas kombinują. Obie z powodzeniem mogłyby zasiąść w wygodnym fotelu, odcinać kupony od partycypacji w zespole Sistars i generalnie żyć wporzo. Jednak wolą kombinować – i w tym cały ich urok i szczęście, że swoimi coraz nowszymi pomysłami odważnie dzielą się ze słuchaczami. Tym razem na tapetę wziąłem sobie krążek Natalii. Znana dotychczas z soulowych występów wokalistka upatrzyła sobie piosenki Janis Joplin i nagrała tribute-album złożony z 12 coverów i jednej autorskiej piosenki, która jednak na wskroś przesiąknięta jest klimatem utworów Pearl. Mowa o singlowym ‘Niebieskim’ – chwytliwej piosence z przeuroczym refrenem i zapadającej w pamięć melodią. Posłuchajcie kilka razy, a potem spróbujcie się uwolnić od nucenia „na serca dnie niebieski kolor jest czy tego chcesz, czy nie”. Pozostałe numery – cóż… nie mogły się nie udać. Natu do współpracy zaprosiła grono naprawdę wspaniałych muzyków, którzy zagrali wszystko jak należy. Gdzie trzeba mocnej – jest mocniej, gdy delikatniej – na pierwszy plan wysuwa się głos Natalii, są harmonijki, są i puzon i saksofon. Wszystko na żywo, podobno nagrywane na setkę – faktycznie nie czuje się tutaj zbędnej ingerencji polepszaczy, a jedynie pełnokrwiste granie. W to granie Natu w znakomity wręcz sposób wpisuje się swoim wokalem. Na potrzeby ‘Kozmic Blues’ wyszła z dotychczasowego soulowego stylu. Przychrypnięty, zdecydowanie prowadzący miejscami piszczący głos, zdarte gardło… Te nagrania naprawdę mają klimat i nie utraciły charakteru pierwowzoru. Bardzo cenię to wydawnictwo – pomimo, że na co dzień słucham innych klimatów, lubię włączyć sobie krążek, by wraz z Natu drzeć się wniebogłosy śpiewając ‘Maybe’ czy zasłuchać się w tytułowy ‘Kozmic Blues’.

9 maja 2013

MixMag x Dirtybird x Catz'N Dogz

Od kilku dni w domu i w drodze do różnych miejsc towarzyszy mi pewien set. Jest to miks Clauda von Stroke'a, który nagrał dla kwietniowego magazynu mixmag. Ten numer wywołał szczególne poruszenie, gdyż na jego okładce znaleźli się między innymi nasi Catz'N Dogz! Płytka z kolei zawiera set złożony z kawałków budujących kompilację dirtybird Players. Tak samo zatytułowany jest tekst, który przeczytacie TUTAJ.

Set to godzina dobrego grania wypełnionego tech housem, funkującymi loopami czy rozwalającym basem, takim jak np w moim faworycie (link). Na płytce oraz kompilacji znalazł się także znakomity numer Catzów 'Do Your Job' - niezły banger Sprawdźcie, a jeśli nie macie możliwości zdobycia tego wydania mixmaga poszperajcie za miksem w necie...;)

3 maja 2013

Quasimoto, Different Marks i Felix The Cat.

Taka się zrobiła muzyczna majówka, bo przypałętało się mnóstwo nowej muzyki. Lenistwo związane z duża ilością wolnego czasu (którego tak naprawdę nie mam, tylko olałem prace na studia) zaowocowała naprawdę solidnym riserczem. Do tego zgarnąłem kilka fajnych promo, które kończę recenzować  tak więc po weekendzie muno czeka lekki update ;)
Tymczasem:



'Planned Attack', czyli track z nowej-nienowej płytki Quasimoto = rapowego alter ego wielkiego Madliba. Trochę odgrzewane kotlety, ale dobrze wysmażone, więc w sam raz do szamnięcia. Dobra przystawka na 30 minut.




O projekcie Different Marks wspominałem przy okazji zachwytów nad polską muzyczną kreatywnością. Teraz jednak jestem po kilkukrotnym odsłuchu całego krążka i muszę wyznać, że to chyba najbardziej autentyczna i wzruszająca płyta z sortu electronic, jaką słuchałem w ciągu ostatnich kilu miesięcy (może i lat?). Piękne melodie, znakomici goście. Tekst na muno.pl już gotowy, z niego dowiecie się więcej. Od 3 czerwca wypatrujcie linka na www.pets-recordings.com - będzie za free.



A na koniec taki trochę outside the box, czyli Felix The Cat z 1923 roku. Niema, czarno-biała kreskówka, która dała mi sporo radochy dzisiejszego popołudnia. Trochę przypomniało mi się dzieciństwo i gra na pegasusa. Ładna rzecz.

27 kwietnia 2013

Novika - Heart Times


Na stronach serwisu MUNO.PL do poczytania moja recenzja trzeciej płyty Noviki 'Heart Times', jak również wywiad z wokalistką, w którym opowiada o pracy nad płytą, pierwszej kooperacji z producenTKĄ oraz ulubionych miejscach do spędzenia wolnego czasu w Warszawie. Zapraszam! :)

RECENZJA

WYWIAD

PS. Polecam wybrać się na jeden z koncertów Heart Times Tour - naprawdę niezła energia!

19 kwietnia 2013

RECORD STORE DAY WARSAW 2013


Warszawie zazdroszczę wielu inicjatyw - między innymi Record Store Day - Warsaw (event @ fb). W tym roku odbywa się druga edycja tego wyjątkowego wydarzenia. Mnie niestety nie będzie, ale kto z Wawy i nie pójdzie, ten pierdoła.
Achas, a gdybym mógł zagrać jedną wybraną płytę, singla wybrałbym bym chyba to:

bo jest w nim wszystko, co lubię. Po prostu. ;)

18 kwietnia 2013

Sun Ra x Naphta

W temacie polskiej muzyki przedstawiam Wam znakomitą EPkę producenta kryjącego się pod pseudonimem Naphta. Stylowe house'owe tracki inspirowane muzyką Sun Ra (a nawet nie tyle inspirowane co stworzone z wykorzystaniem sampli), które na kilometr czuć stylem Detroit - momentami zastanawiałem się czy z mojego odtwarzacza nie leci Motor City Drum Ensemble. Zdecydowanie polecam!



15 kwietnia 2013

Hej, Polska - jestem dumny!!

***
 
Rebeka - Melancholia
Świeżutki singielek z klipem, płyta w maju!

***
Klaves EP x Hush Hush Pony!!! Free Download!

***
Different Marks - Lavender Lady feat. Paul Randolph - kooperacja polskiego duetu Catz 'N Dogz z Martinem Dawsonem...

***

Oszibarack - The Tide feat. Chmara
singiel zapowiadający nową płytę wrocławskiego Oszi (23.04)

***


Pierwszy singiel z nowej płyty Noviki (prod. B.Kondracki). Video by Piotr Onopa / Robert Ceranowicz / Paweł Witecki. Nie będę się rozwodził, cały zachwyt przelałem w tekst w TEJ recenzji

***
El_Txef_A - Hold Tight to Your Heart's Desire
Polskie video do znakomitego numeru El_Txef_A, który znalazł się na wyjebanej w kosmos kompilacji FRIENDS WILL CARRY YOU HOME TOO prezentującej muzykę wydawanej w najlepszej pod słońcem Pets Recordings (by Catz 'N Dogz)


Good Paul - Heaven
Numer bonusowy do wspólnej EPki Kixnare'a i Good Paula - Free DL

Mam wymieniać dalej?
Hej, Polska - jestem dumny!!!

17 marca 2013

[review] Trus'me - Treat Me Right


David Wolstencroft powraca z trzecim albumem i ktoś, kto zatrzymał się na jego poprzednim longplayu, nie śledząc choćby remixów, które ukazały się niedawno, może być zdziwiony. Producent dotąd kojarzy ze slomo house’owym stylem, podbija tempo nagrań. Tym razem proponuje muzykę znajdującą się na styku rasowego techno i nowoczesnego house’u doprawionego mocnym, zdecydowanym basem. 
Właściwie potrzeba czasu, by oswoić się z tym krążkiem, co może wydawać się dziwne przy pierwszym odsłuchu. Początkowe wrażenie, że mamy do czynienia jedynie ze zbiorem tracków przeznaczonych na parkiet jest wysoce zwodnicze. Rzecz jasna 40 minut spędzonych z ‘Treat Me Right’ przynosi zestaw konkretnych, parkietowych killerów, które charakteryzuje intensywność i ekstatyczna motoryczność. Tyle że całość składa się na wprawnie opowiedzianą historię, co jest właściwie specyficzne dla krążków Wolstencrofta.
Można wyczuć, że Trus’me nie do końca zrezygnował z poprzednich dokonań, co ujawnia stosując znane skądinąd techniki produkcyjne. Szczególnie mocno słychać to w otwierającym ‘Hindsight’ i kończącym album ‘Long Distance’. W tym ostatnim kawałku, niczym na pierwszej płycie, pojawia długi, filmowy dialog („Big Blue” z 1988 roku) i spokojny chill outowy klimat. ‘Handsight’ z kolei wydaje się być zebraniem wszystkiego, co najlepsze na poprzedniej płycie – ‘In The Red’. Powiązania z drugim krążkiem artysty wykazuje także ‘Moonlight Kiss’ – lekko abstrakcyjny track, choć nie zwalniający tempa narzuconego przez inne kompozycje. 
Z drugiej strony trafiają się też hardkorowe sztosy, jak np. nieco acidowy ‘I Want You’, brzmiący nieco, jak zeszłoroczne kooperacje Boddiki i Joy Orbisona. Równie intensywny jest ‘Somebody’ – motoryczny numer oparty na wielokrotnych zapętleniach, szybkim i równym tempie, gęsto posiekanym hi hacie i wokalnym samplu. Ciekawy i przyjazny „wybiegowy” house przynosi ‘T’es Une Pute’. Im więcej czasu poświęci się dźwiękom zgromadzonym na ‘Treat Me Right’, tym więcej zauważyć można smaczków budujących dźwiękowe bogactwo zawarte na albumie. Utwory poskładane są z wielu ścieżek, odkrywają soczyste i organiczne brzmienie, któremu daleko do surowego, syntetycznego stylu. 

Kluczem do łyknięcia tego albumu jest pozbycie się syndromu „niewolnika wizerunku artysty”. Domowe tracki idealne na sobotnie popołudnia Wolstencroft nagrywał kiedyś. Teraz postawił na produkowanie klubowych sztosów. Te perfekcyjnie zaplanowane i rozegrane numery, którym niczego nie brakuje, zachwycają bogactwem brzmienia i melodyjnością. Trus’me jak zwykle nie zawiódł.



w tym miejscu świetny miks nagrany dla XLR8R, w którym usłyszeć mozna kilka kawałków z 'Treat Me Right', polecam.

11 marca 2013

[review] Kixnare - RED

Kixnare „odszedł” od krojenia klasycznych bitów pod rodzime rapy, przestawiając się na eksplorowanie nieco bardziej nowoczesnego nurtu szeroko pojętych new beats na ‘Digital Garden’. Potem w labelu We Are Your Music Mate pokazał, że i bardziej eksperymentalne rejony pogrzanej basowej muzyki nie są mu obce. Kolejnym ruchem był singiel ‘Gucci Dough’, który w chwili pisania tego tekstu ma zebranych ponad 110 tysięcy wejść na youtube. To na artystę niszowego, wydającego w małym labelu wyznającym zasadę DIY jest wynikiem co najmniej doskonałym. Ale jednocześnie wcale nie tak bardzo zaskakującym, biorąc pod uwagę to, że Kix to klasa sama w sobie, bowiem jak się okazuje producent radzi sobie świetnie na wielu polach. Albumem ‘RED’ udowadnia, że i styk nowofalowego R’n’B, zestawionego z bassowymi dźwiękami UK, trochę hip hopową stylistyką podbitą dodatkowo IDMowymi trickami nie stanowi dla niego problemu. 
Rozpoczynające całość ‘Echoes’ pozwala dobrze wczuć się w klimat prezentowany przez producenta na ‘RED’. Kawałek momentami przynosi skojarzenia z łagodniejszymi poczynaniami Jimmy’ego Edgara. Może nie definiuje całości tak dobrze, jak wspominany singlowy ‘Gucci Dough’, jednak zdradza, że kolejne 40 minut spędzimy w towarzystwie wielowarstwowo ponakładanych syntezatorów przywołujących atmosferę syntetycznych wykonów z przełomu lat 80/90. Mimo wszystko to jednak wciąż ciepłe brzmienie, znajdujące się na pograniczu kołysania biodrami i pościelowego klimatu (klip!). Z drugiej strony, słuchając ‘Chicago Bulls’ czy Goin Home’, wyobrażam sobie co te numery mogą zdziałać w klubie. Idealnie wyważona energia, cykające bity i perkusyjne salwy tworzą naprawdę udaną mieszankę. Chropowate dźwięki rozbujanego ‘The Eraser’, połamane ‘No More’ i przypominające konsolowe melodyjki ‘Automatik’ świetnie uzupełniają spójną wizję Kixa. Zaskakująco na tym tle wypada podsumowujący ‘Red’ utwór ‘Red Dreams’ z junglową perką. 
To bardzo intensywny album, pełen dźwiękowych niuansów, które trudno wychwycić przy jednorazowym odsłuchu. Tym lepiej więc, że chce się do niego często wracać w przeróżnych sytuacjach. Jeśli więc skusił Was wypuszczony kilka tygodni temu singiel, z pewnością nie będziecie zawiedzeni nabywając całość. To jeden z najlepszych indeksów w katalogu U Know Me.

3 marca 2013

[free] J Dilla x DJ Tools



DJ A1 z kolektywu The Cannabinoids, grający w koncertowym składzie Eryki Badu, postanowił przekuć bity J Dilli na bardziej 'disco house'ową' nutę i wyszło mu to całkiem smacznie. To nie hip hop na podbitym bpm, tylko autonomiczne, choć krótkie, numery pozwalające wpleść ulubione motywy Jay Dee do tanecznego seta. Luty co prawda się skończył, ale Dilli można słuchać cały rok. Jestem jak najbardziej za i czekam na kolejne części tego projektu.
Odsłuch poniżej, a bezpośredni link do ściągnięcia W TYM miejscu.

1 marca 2013

[track] TOKiMONSTA - Go With It (feat. MNDR)



Nie jestem do końca pewien czy podoba mi się TOKiMONSTA w otoczeniu takich "gwiazd" jak Markus Schulz, Basshunter czy Deadmau5. O wiele bardziej leżała mi w ekipie FlyLo, chociaż recenzując jej debiut zastanawiałem się, na ile mocny był wpływ Ellisona. Słuchając drugiego kawałka zapowiadającego nowy album Jennifer mam w głowie skojarzenia z kawałkiem 'Get Free' Major Lazer czy Santigold. Głównie ze względu na charyzmatyczny wokal, który szczerze mówiąc przyćmiewa nieco całkiem udany, spokojny beat, w którym wschodnie inspiracje są wyraźnie słyszalne. Ale przyznaję, że nóżka podskakuje, a melodia jest całkiem przyjemna, więc może warto porzucić uprzedzenia związane z wydawaniem płyty w Ultra Recordings i poczekać na całość. Tym bardziej, że pierwszy singiel z gościnnymi wersami od Kool Keitha też był całkiem całkiem.

18 lutego 2013

[free] The Procussions - Today



The Procussions wracają z trzecim albumem, który ukaże się prawdopodobnie w kwietniu. Tymczasem możemy posłuchać pierwszego singla. 'Today' przynosi ciepły bujający bit i wspaniale rozplanowaną i ulokowaną na jego tle trąbkę, na której zagrał J Kyle Gregory. Nie brak oczywiście lekkiego flow idealnie współgrającego z podkładem + gościnne linijki od Shada. Zapowiada się powrót w wielkim stylu. 
Posłuchajcie 'Today' po skoku, darmowy download. 
Tak właśnie brzmi wiosna.

[new] Bonobo - Heaven For A Sinner


Bonobo feat. Erykah Badu - Heaven For A Sinner

To drugi kawałek zapowiadający nadchodzący album Bonobo. Rozmarzyłem się o tym, co by było, gdyby ten duet nagrał wspólnie całą płytę. Po tym numerze nie mam wątpliwości - powstałby album roku. Szkoda, że Badu udziela się tylko w jednym numerze na 'The North Borders', ale od czego jest opcja repeat. Poza tym, po pierwszym singlu, Cirrus, spodziewam się sporych niespodzianek i jeśli Bonobo nagra kolejną taką-samą-płytę, to będę mocno rozczarowany...

12 lutego 2013

[Stream] Trus'me - Treat Me Right


Serwis XLR8R udostępnił stream nadchodzącego albumu autorstwa Trus'me. Trzeci krążek swoją premierę będzie miał 18 lutego, odsłuch pod tym linkiem. Jak dla mnie totalnie zajebiste brzmienie, jak zwykle pozostawiające we mnie niedosyt spowodowany długością płyty ;)



11 lutego 2013

[new] James Blake - Retrograde

2013 to rok powrotu Jamesa Blake'a. Młody producent/singersongwriter zdradził, że nowy krążek zatytułowany 'Overgrown' ukaże się 8 kwietnia. Póki co możemy raczyć się singlem 'Retrograde' i klipem, który do niego powstał.


Moim zdaniem to bardzo udany powrót. Blake ma rzadko spotykaną umiejętność łączenia w swoich piosenkach wręcz grobowego klimatu, który zawsze pozostawia niedopowiedziane optymistyczne wątki. Tak jest i tym razem, kiedy nagle przerwany, przenikliwy dźwięk syntezatorów ujawnia niskie, rytmiczne tony pianina - łagodnego, a jednocześnie niepokojącego, co w połączeniu z tekstem: 
'And your friends are gone/ When your friends won't come/ So show me where you fit' 
niesamowicie mocno gra na emocjach i wyobraźni. Cała sytuacja rozgrywa się pomiędzy dwójką ludzi w porze, kiedy noc przechodzi w dzień ('Is this darkness of the dawn?') , co znakomicie oddał Blake wplatając we wszystko nuconą melodię i oplatając całość spokojnym pianinem. Wzruszające, melodyjne i bardzo mocno nacechowane znakami rozpoznawczymi dla kompozycji Jamesa.
Z niecierpliwością czekam na cały krążek.

10 stycznia 2013

Kamp! - Kamp!

KAMP!
Kamp!

Brennnessel
* * * * i pół

Siadam do napisania recenzji chyba najbardziej kontrowersyjnej polskiej płyty AD 2012, co w zasadzie trochę mnie bawi, bo przecież to krążek nagrany raczej nie dla wielkich idei, a skłaniający się bardziej w stronę beztroskiej, hedonistycznej zabawy. Mimo tego faktu, album Kamp! spolaryzował odbiorów na dwie przeciwstawne grupy – tych, którzy na jego punkcie oszaleli i tych, którzy stwierdzili, że to słabizna. Sam osobiście stoję mocniej po stronie entuzjastów longplaya Łodzian, co w sumie mnie dziwi, gdyż wcześniej jakoś trudno było złapać mi hype nakręcany darmowymi numerami wrzucanymi do sieci. Tym razem jest jednak inaczej.
Wpłynęła na to być może to pora wydania albumu – wszak sezon jesienno-zimowy prowokuje do poszukiwania ciepłych, lekkich brzmień, stanowiących remedium na za krótkie dni, trzymające słupek rtęci gdzieś około zera. A właśnie taki jest ten krążek. Obfitujący w taneczne brzmienia, oparte przede wszystkim na syntezatorach i spowolnionym beacie, a także balearycznych klimatach. Co ciekawe, z kimkolwiek nie rozmawiam na temat tej płyty zawsze przewijają się te same skojarzenia: kalifornijskie rytmy, wiatr we włosach i słoneczne dni pełne błogiego lenistwa. To z pewnością dlatego te ponad czterdzieści minut spędzone w towarzystwie melodyjnych utworów to zdecydowanie przyjemny czas.
System pracy ‘bedroom producers’ i nagrywanie muzyki w warunkach ‘home made studio’ przyniosły bardzo ciekawy efekt. Z jednej strony chłopaki dają żywiołowe koncerty, grając od małych klubów po wielkie festiwale, z drugiej serwują na krążku niedoskonałe, a wręcz niedorobione brzmienie. Od otwierającego całość numeru ‘Oaxaca’ po samo zakończenie słychać, że to bardzo jednolita całość, spójna i konsekwentnie zagrana. Do tego stopnia, że momentami ma się wrażenie, że leci wciąż ten sam kawałek. Szybko jednak w głowie układają się kolejne refreny, które trudno zapomnieć i z każdym kolejnym razem łapałem się na nerwowym oczekiwaniu na swój ulubiony moment kawałka.
Nie przeszkadza mi w tym to, że teksty są właściwie o niczym – jeśli chcę posłuchać życiowych rozkmin ubranych w cudowną polszczyznę sięgam raczej po Nosowską. Nie przeszkadza mi też fakt tego, że wszystko, co zaprezentowali panowie na albumie pojawiało się wcześniej na wydawnictwach zagranicznych wykonawców, gdyż moim zdaniem to dobrze, że Kampowcy wzorują się na fajnych zespołach. Możecie mówić, że to kiepska implementacja chill wavu czy synthpopu, ale pokażcie mi grupę, która oscyluje w podobnych klimatach i zyskała tak liczne grono odbiorców, że koncerty wyprzedają się praktycznie wszędzie w każdym mieście, w którym gra. Myślę, że mimo wszystko warto było czekać na ten album, a jeśli sądzicie, że po jego wysłuchaniu nic w głowie nie zostaje, to spróbujcie uwolnić się od ‘Distance Of The Modern Hearts’ czy ‘Melt’... Nie dacie rady.

Tekst dla Muno.pl