
31 maja 2011
RASMENTALISM

29 maja 2011
Dziś w odsłuchu: en2ak

PRESSINFO
15 grudnia 2009
Zima 2009/2010 należy do PRIME NUMBERS
1. When You Left - Be
2. Its About Time - Fudge Fingas
3. Fresh Noodles - Mr Scruff & Kaidi Tatham
4. Jack City - Andres
5. Armour - Wireman
6. MmmmHmmm - Fudge Fingas
7. Crushed - Actress
8. Armour (Move D Remix)) - Wireman
9. Got It - Motor City Drum Ensemble
10. Ghosts Have A Heaven - Actress
11. Axiom - Wireman
14 grudnia 2009
Fresh Noodles!
13 grudnia 2009
Nowość od Freerange
15 maja 2009
Arrivals & Departures 2
Fink – Trouble’s What You’re In
Mr.scruff – Stockport Carnival
11 grudnia 2008
DUSZA RYTM CIAŁO

Książka na ponad 600 stronach, zawiera mnóstwo opisów artystów, których muzyka nie pozostaje bez wpływu na nurt soul i r&b. Ale to nie oznacza, że pojawiają się w niej jedynie te postacie sztywno przypisane i zaszufladkowane, bo znaleźć w nim można opisy także tych, których muzyka zawiera w sobie soulowy pierwiastek. Podczas rozmowy wspomnieni zostali np. Atjazz czy Jimpster.
Listę haseł, które leksykon zawiera możecie znaleźć TUTAJ.
Fragmenty książki są do obejrzenia i przeczytania TU. Na tej stronie są również zdjęcia – całość wygląda naprawde ładnie i estetycznie.
Więcej informacji na temat możliwości zakupienia leksykonu znajduje się na tej stronie.
Warto sprawdzić, zwłaszcza, że na koncie autorów jest jeszcze leksykon muzyki hip hop : „Beaty Rymy Życie”, który został bardzo ciepło przyjęty.
9 września 2008
Brownswood Bubblers.

Brownswood Bubblers to seria wydawana przez Brownswood Recordings. Wytwórnia, której przewodniczy sam Gilles Peterson, może poszczycić się takimi artystami jak Ben Westbeech, Jose James czy Soil&Pimp Sessions. Aby przybliżyć nieco brzmienie labelu, wypromować markę a przy okazji ( a może to na pierwszym miejscu) zaprezentować sporo mało znanych producentów, wokalistów czy muzyków powstały wlasnie Bubblersy. Każda z części to zbiór lekkich numerów z pogranicza hip hop/soul/jazz. Tak można nazwać to w najprostszy sposób. W rzeczywistości szufladek mamy nieco więcej, a rozdrobnienie gatunkowe jest dośc spore, ale nie na tym będę się skupiał. Gilles prezentuje dokonania grupy artystów, o której wcześniej nie słyszałem. Poza Katalystem, Simbadem, Tawiah czy Flying Lotusem reszta była dla mnie strefą mroku, której jeszcze nie przekroczyłem. Dość szybko w mojej pamięci zagościły nowe melodie a przede wszystkim nazwy tych, którzy je stworzyli. I tak pojawia się Bullion (niech mi ktoś powie, jak to wymawiac;), Probe dms, Emanativ, Cornish Waters czy Daisuke Tanabe. Nie będę wymieniał wszystkich, bo chociaż każdy zasługuje na wyróżnienie, to taka lista płac zajęłaby połowe notatki. Tracklisty można sprawdzić tutaj: ONE, TWO, THREE.
Jak stwierdziłem na samym poczatku płytki są bardzo odprężające. Najlepszym miejscem do ich słuchania jest łóżko. Wtopienie się w ciepła pościel, w przyciemnionym pokoju pozwala na maksymalne wczucie się w klimat kazdego z utworów. Nie myślcie jednak, że płyty uderzają słodyczą. Owszem, są lekkie, ale do cukierkowatości im daleko. Peterson to stary wyga i wiedział, co wybiera na swoje kompilacje. Warto się w te płyty zaopatrzyć, bo są naprawde piękne i pełne świetnych utworów.
Więcej info na oficjalnej stronie Brownswood Recordings. Szczerze powiedziawszy nie mogę się doczekać czwartej części! A póki co oczekuję płytki numer 1:)
5 września 2008
Pierwsze wrażenie po BROTHERHOOD
Let's start!
Pierwsze wrażenia po 'Brotherhood'
pav (2-09-2008 7:56)
no musze ci powiedzieć że te electronic battle weapon to strasznie mocne 70 minut muzyki. one by sie tak do klubu nadawały że szok, aż żal że tego nigdy nie usłyszałem wczesniej. wogole sie czułem jakbym cos ekskluzywnego słuchał
pav (2-09-2008 7:58)
to jest tak jakby to ktoś inny zrobił, a nie chemical brothers
ósma batelka to jest saturate w praktycznie niezmienionej formie - tylko sie rózni nieco początek i końcówka i chyba mocniej podbite basem - wogole sporo na tych batelkach podbicia basowego
a z tej 10 batelki jakby wydobyli ten numer midnight madenss - strasznie to wszystko fajnie jest zrobione
pav (2-09-2008 7:59)
jak słuchałem np numerka 6 to tak swietnie sobie dobudowywali kolejne elementy numeru, po kolei coś sie dodawało. tak jakby coś wlewali i to coś pozostawało ślad i tak aż do całkowitego zbudowania numeru - świetne
pav (2-09-2008 8:00)
pierwsze cztery numery takie mocne i twardo osadzone na klubowej pulsacji, potem sie zaczyna troche ekesperymentowania z brzmieniem a potem znowu powrót do prostych tanecznych kompozycji
pav (2-09-2008 8:00)
normalnie masakra, szkoda że musiałem słuchać tego na słuchawkach hehe, ale sasiedzi by sie chyba o te basy pluli
pav (2-09-2008 8:01)
ale ogolnie nie żałuje ani grosza wydanego na ten album
To tak na szybko pisane naprawde pierwsze wrażenia po odsłuchaniu drugiego krązka z zestawu 'Brotherhood'. Kopiowane z gg, pisałem zanim wyszedłem do szkoły. Wprowadziłem drobną korektę i tadam!
Podsumowując jestem zachwycony zarówno pierwszą jak i drugą płytką. Jedno z najlepszych wydawnictw 2008
21 sierpnia 2008
Logistics - REALITY CHECKPOINT

Drum'n'bass to, przyznam, dla mnie nieco tajemniczy gatunek. Na jego temat mam blade pojęcie lub zupełnie go nie mam. Czytałem kiedyś o nim artykuł, ale szczerze mówiąc nie pamiętam, gdzie się narodził, nie pamiętam, kim byli prekursorzy i jakie były pierwsze d'n'bowe krążki. Pamiętam jedynie kilku producentów, choć ich produkcji nie znam wcale, a jedyny label, który wydaje płyty z drum'n'bassem, jaki jestem w stanie wymienić to Hospital Records. Chociaż przyznam, że bardzo lubię słuchać muzyki opatrzonej tą łatką. Nie muszę wiedzieć o niej wszystkiego, znawcą tematu nigdy nie będę (chociaż kto wie), bo moje muzyczne horyzonty są jak na razie szerokie - etap ciągłych poszukiwań.
Jakiś czas temu usłyszałem 'Slow Motion' autorstwa Logistics. Nie wiedziałem nic o tym producencie, a przecież to on wraz z bratem współtworzył słynny Nu:Logic. Kawałek wkręcił mi się na tyle mocno, że postanowiłem zdobyć cały album pt. 'Reality Checkpoint'.
Nie chcę tutaj w jakikolwiek sposób kozaczyć terminologią lub wykazywać się porównaniami czy odniesieniami, bo jak już pisałem - jestem początkujący. Może dlatego ta płyta tak bardzo mi się podoba. W Laifowej recenzji Wax przyznał jej jedynie 3 oczka na 6, dodając, że warto by CD znalazło się w naszych odtwarzaczach. Wspominał o udziwnieniach. Może to te udziwnienia (choć nie jestem w stanie ich jeszcze wychwycić) powodują moją sympatię do tej płyty?
Całość trwa 70 minut i przez cały ten czas w uszach rozbrzmiewa – jak nakazuje nazwa samego gatunku - perkusja i bas. Jednakże spotkać można się z totalnie objechanymi i zaskakującymi numerami. Przykładem może być ‘Cocoon’, wkręcający się kawałek, który mało przypomina typowy dla drum’n’bassu sound. Nie ma tu specjalnie szybkiego bitu, są za to dziwne dźwięki, które ciężko opisać. Nie dziwie się autorowi, że właśnie tak go zatytułował. Innym, wyłamującym się spod – powiedzmy – stereotypowego brzmienia jest utwór ‘Cold World’. Szczerze powiedziawszy kojarzy mi się on z dupstepowymi dokonaniami Buriala. To zdecydowanie najcięższy kawałek na tej płycie w 90% złożonej z lżejszej odmiany d’n’b, do której dodaje się słowo ‘soulful’.
Pod względem technicznym zastrzeżeń nie mam. Jestem wręcz zachwycony tym, jak kolejne numery są poskładane, jak rozwijają się i na tyle mocno wbijają w głowę, że trudno je zapomnieć, nawet gdy skończymy słuchać albumu. Cieszę się, że trafiłem na tego producenta i że jego płyta jest pierwszą z drumnbassowych, bo jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że d’n’b to naprawdę ciekawy sort muzyki.
10 lipca 2008
Jamie Lidell - 'Multiply'

Lidell miesza akustyke z elektroniką, niejednokrotnie elektronikę wypychając na pierwszy plan. Jest energicznie, innym razem nieco bardziej stonowanie. Jako przykład tego łagodnego klimatu nasuwa mi się od razu 'Game For Fools' - piękna piosenka (nie waham się użyć tego słowa) zamykająca album. Z kolei energii i szaleństwa nie brak w utworach 'Newme' czy 'When I Come Back Around'. Na 'Multiply' Lidell ujawnia nie tylko wspaniały wokal (który na żywo brzmi tak samo świetnie jak na płycie) - pokazuje także umiejętności producenckie i chociaż pomagał mu Mocky, to wiem, że sam Jamie zrobił tam bardzo dużo (i tu znowu powołuje się na jego występ podczas cieszyńskiego FNM). Bawi się dźwiękami, sampluje swój wokal, używając go jako bitu ('A Little Bit More' - kultowe zresztą;), a wszystko robi w niesamowicie porywający sposób.
'Multiply' to zdecydowanie świetna pozycja na wakacje i chociaż krązek w tym roku będzie obchodził trzecie urodziny to muzyka na nim zawarta jest dalej świeża, aktualna i co najważniejsze wciągająca, jak trzy lata temu. Pozycja obowiązkowa. Nie tylko dla fanów funkującego wokalu.
Jamie Lidell - 'What's The Use?'
9 lipca 2008
Fat Freddys Drop - Based On A True Story

Fat Freddys Drop - 'Based On A True Story' to album złożony z 10 pięknych kompozycji, które pozwalają odpocząć, momentami wzruszają, a już na pewno - przez cały czas - zachwycają.
Wszystko zaczyna się od numeru 'Ernie'. Oszczędna aranżacja, pianino i rozkręcajcy się Joe Dukie to jest mocne strony. Cały czas jest oszczędnie, chociaż nie oznacza to dźwiękowego skąpsta. Jest w tym wszystkim przestrzeń i urok, kojarzące mi się z ostatnim studyjnym albumem The Cinematic Orchestra - 'Ma Fleur'. 'B.O.A.T.S' aż pęka w szwach od pięknych dźwięków i świetnego wokalu Dukiego, niesamowicie charakterystycznego i ciepłego.
To, co podoba mi się na tym krążku, to niesamowity klimat, jaki tworzą kolejne utwory. Dęciaki spotykają się z perkusją, pianinem czy przeszkadzajkami ('This Room') i splatają się w bujające melodie. Utwory są rozbudowanymi kompozycjami, które momentami wydają się grane na żywo, jakby na koncercie, albo improwizowane w studiu. Mimo to cały czas oplecione wzdłuż tyczki, która oddziela je od eksperymentowania. Do tego troche melancholii, jak w przepięknym kawałku 'Dark Days', nieco beztroskich klimatów jak 'Wandering Eye' i już jesteśmy na środku jeziora w łódeczce z okładki płyty. Jest po prostu pięknie, a to piękno trwa praktycznie 70 minut. I wcale nie jest ani przydługie, ani nudne... To piękno jest po prostu wciągające... I błogie.
19 maja 2008
Afro-sounds
Kolejna kompilacja, w którą w ostatnim czasie się zaopatrzyłem to 'Nigeria Special: Modern Highlife, Afro-Sounds & Nigerian Blues 1970-6'. Spory tytuł, co? Dwupłytowa, dwugodzinna w pięknym, naprawde, digipacku z 32-stronnicowym bookletem. Autor opisuje w nim historie poszczególnych utwór, miejsca, gdzie były popularne, historie ludzi, którzy je tworzyli. Przy każdym z kawałków pisze też, w jakim języku są nagrane wokale (chociaż są też i numery instrumentalne. Jest też nakreślone całe tło kompilacji. W wypadku tego albumu, booklet stanowi encyklopedie nigeryjskiej muzyki. Jest jego nieodłaczną częścią i to pierwsza rzecz, która mi się podoba. Druga to oczywiście sama muzyka! Piękne dźwięki, które rozgrzewają w deszczowe dni (takie jak dziś) albo podgrzewają klimat w cieplejsze. Poruszają dogłebi duszę i ośrodek czerpania przyjemności ze słuchania:)) Mix gatunkowy, jaki serwuje nam twórca zamieszania - Miles Cleret - to afro-pop, afro-jazz i afro-funk. Mieszanka wybuchowa, bardzo łatwo jest zarazić się energią tych krążków, a wtedy... 2 godziny totalnego luzu i odcięcia od świata, bo tak trudno się od nich oderwać. Nie będę wymieniał artystów, którzy pojawiają się na 'Nigeria Special...' bo pewnie i tak nikt, albo mało kto zna The Funkees czy The Nigerian Police Force Band. Z tego powodu również warto się zapoznać z tą cudowną muzyką!
14 maja 2008
Remixowo.
Sympatycznie. Leniwie. Pięknie. Urzekająco. Długo. Za krótko;). Remiksowo.
Takie między innymi słowa przychodzą mi do głowy kiedy słucham 'The K&D Sessions' autorstwa Petera Krudera i Richarda Dorfmeistera. Skompilowali cudowne dwie godziny własnych remixów. Muzyka cudownie odprężająca. Przenosi na słoneczną plaże, albo do chatki w polu, gdzie leje rzęsisty deszcz. Przynajmniej takie mam obrazy jak zamykam oczy, kiedy słucham tego cuda.Panowie z g-stone na warsztat wzięli kawałki Lamb, Roniego Size'a czy nawet Depeche Mode i zrobili z nich istne diamenty połyskujące wszystkimi kolorami tęczy.
Novika nie rzucała słów na wiatr, kiedy powiedziała, że to najlepszy zbiór remixów. I chociaż teraz ma rywala w postaci 'Recipes' Envee'ego... Chociaz - stawiałbym je na równi, mimo, że to inne gatunki...
Gorąco polecam. Każdemu. Bez wyjątku.
11 maja 2008
Laurka Dla Envee'ego.
Rysowane w paincie, co widac-ale to nie jest idealny program do rysowania. Nie mam innego. Chociaż kiedyś narysowałem dwa obrazki w paincie i wyszły mi całkiem zgrabne.
Za co laurka?
Gdybym miał na tyle kasy to wystawiłbym Envee'emu złoty pomnik. Albo pomnik z kamienia, a Envee by go tylko dotknął i zamienił w złoty. Bo wszystko czego się dotyka Envee zamienia się w złoto. Tak, chodzi o remixy. O te cudowne 22 remixy zebrane na kompilacji 'Recipes'. Posługując się terminologią Noviki, to taka moja Biblia. Wszystkie numery, jeden za drugim, są świetne. Jest zaskakująco, interesująco i niesamowicie świeżo. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych: nawet z utworu Brodki, najsłabszego w jej dorobku, uczynił coś pięknego. Proste nazwy płyt: Appetizers i Maincourse świetnie oddają klimaty krążków. Pierwszy do słuchania, drugi do słuchania i tańczenia. Oba do zachwycania się. Megapozytywna muzyka.
Ten zbiór remixów uświadomił jeszcze jedną rzecz. Nieco smutną. Bo w booklecie są opinie kilku znanych fajnych i cytat z Noviki: "Każda wizyta u Maćka to nie tylko praca, ale przy okazji pogadanka o nowej muzyce z całego świata. Czasem trudno za nim nadążyć, bo wydaje mu się, że wszyscy oreintują się w muzyce tak jak on". Czytając te słowa zdałem sobie sprawe z tego jak dużo jest muzyki, której nie mam okazji usłyszeć i sporej części pewnie nigdy nie usłysze. Jest jej tak dużo, a to, co udaje mi się wychwycić to z pewnością mały kawałek tego ogromnego tortu. Pocieszający jest jednak fakt, że ten kawałek, który mam, jest większy i duuuuuużo smaczniejszy od tego , który ma 'słuchacz muzyki z mtv i eski':))
6 maja 2008
The Cinematic Orchestra - Live At The Royal Albert Hall
5 maja 2008
Hey - MTV Unplugged
Zaczynając od koncertu. Koncertu specyficznego. Koncertu, który ukazał się w łączonej wersji CD+DVD w pięknym (naprawde łądnym!) digipacku. Koncertu Hey MTV Unplugged. Przygotowania trwały długo. Część z nich można obejrzeć na dołączonym Making of... Było wiele obaw, ale wszystko wyszło im pięknie. Nowe aranżacje utworów zaskakują. Są niesamowicie świeże, fantastycznie urozmaicone mniej lub bardziej dziwnymi instrumentami - patrz: lira korbowa. Sama Kaśka stwierdziła, że ten instrument mógłby zastąpić cały koncert. Czy ja wiem? Bez całej reszty muzyków to niebyłoby to samo. Jest na co popatrzeć, na kogo poaptrzeć i jest czego posłuchać. Heyowcy i ich goście spiali się świetnie. Są wzruszające Missy Seepy i Mru Mru, energetyczne W imieniu dam czy Lali Lali. Jest "minimalistycznie" zaaranżowany kawałek "Cudzoziemka w raju kobiet". Są i covery. Dokładnie dwa. Do każdego dołaczony jeden gość. 'Candy' Iggy'ego Popa zaśpiewał wraz z Nosowską Budyń (Jacek Szymkiewicz), zaś WSPANIAŁE 'Angelene' Kaśka wykonała wraz z Chylińską. Ten ostatni z wymienionych numerów to chyba mój ulubiony na tej płycie. Jest cudownie wykonany i głeboko poruszający. Jak cały zresztą koncert (powtarzam się, ale warto to podkreślac w przypadku tej płyty).
Pozostaje jedynie napisac, że jesli ktoś go jeszcze nie posiada (sa tacy?) to czem prędzej zamawiać. Piękna muzyka.
28 kwietnia 2008
DETOX.
"do ziemi wszyscy przyciśnięci smogiem" - fajny tekst. W ogóle teksty są ciekawe. Nie używa w nich ani razu R, bo wada wymowy-sprytny-wychodzi mu to nieźle. Potem numer randkowy-te, "Chciałbym spotkac" - bardzo mi sie podoba ten kawałek + gościnny udział Natalii Lubrano z Miloopy. Przerwa na "Hipisa" i "witam panią w biurze rzeczy znalezionych"-piekielnie mądry tekst. I ta cicha melancholia. Druga wersja "Oddycham smogiem" - równie świetna jak pierwsza. Mógłbym napisać o wszystkich numerach - jest ich wszak 8, ale nie chcę zbyt wiele zdradzać. Sami zapoznajcie się z tym krążkiem. Płytka warta uwagi.
Magiera/Tymon feat. Mały72
Oddycham Smogiem
[Asfalt Records]
26 kwietnia 2008
W instytucie Flykkiller.
Istota została oswojona i wykorzystania dla dobra słuchaczy.
Cała historia krążka opiera się na pewnym przybyszu z obcej planety, który zostaje złapany i doprowadzony do instytutu Flykkiller.
Cały klimat krążka tworzy nie tylko muzyka, już okładka wywołuje ciarki na plecach.
Ciemne kolory, zdjęcia z labolatoriów, naukowcy pochwycający tajemniczą istotę.
Pierwsze dźwięki-ciężkie i mroczne. Tak jest od początku do końca. Nie zmienia tego nawet snujący się 'Czy nie szkoda ci'. Głos Pati Yang utrzymany w niskich rejestrach, niejednokrotnie pocięty i zapętlony. Wykorzystany jako instrument. Nieważne są teksty-liczą się melodie i barwa głosu.
Porywający krążek.
Nie tylko dla wielbicieli około trip-hopowych klimatów.
W imieniu i na rzecz przesłuchiwanej.
pavel.
//
